- Elizko! Elizko! Jesteś tu gdzieś? Elizko!
- Jestem tu na płocie. Ktoś Ty jest?
- No nie poznajesz mnie? Twój wymarzony Bajtek spod piętnastki.
- Nie znam Cię. Ktoś Ty wstręciuchu?
-No ja Bajtek z Twoich snów.
- Głos podobny, ale kolor inny. Jakiś taki szaro-buro-siwo-czarno-popielaty.
Takiego kotka nie znam. Podejdź tu bliżej pod ten płot.
- No przypatrz się. To przecież ja, we własnym futerku.
- Hm? Ty? Kupiłeś sobie nowe futerko? Kolor okropnie przerażający.
Nie poznaję Cię.
- To naprawdę ja. Może trochę się przybrudziłem.
- Trochę? Chodź bliżej, to Cię obwącham. Hhhmm,si, si, fff.. Może i Ty.
Czemuś taki brudny?
- No, bo mój Pan człowiek wystawił na ulicę kubeł śmieci a ja tam schowałem
sobie moją nową piłeczkę gumową i musiałem bohatersko zanurkować do
tego kubła i wtenczas przyjechali ci śmieciarze i wywrócili ten kubeł do góry
dnem. Ledwie uszedłem śmierci. Pobiegłem pod drzwi mych człowieków i
głośno zacząłem miauczeć w boleściwej tonacji.
- I Cię zaraz wpuścili?
- Nie! Maja kochana Pani człowiekowa, spojrzała na mnie i wygoniła mnie
precz. Nie rozumiem jej. Czemu mnie wygnała. Przecież zawsze mnie
przytulała, pieściła, głaskała, przemawiała słodkimi słówkami, a teraz stałem
się bezdomnym kotkiem. Uuuuu! Gdzie ja znajdę taki sam dobry dom?
Uuuu! Ja nieszczęśliwy. Mogę u Ciebie Elizko zamieszkać?
- W takim stanie wybrudzenia absolutnie nie możesz. Idź jeszcze raz , bo ja
sobie tak myślę, że Twoja pani człowiekowa Cię po prostu nie poznała.
Zawsze miała fajnego czarno-białego kotka, a tu naraz za drzwiami stanęło
jakieś straszydło szaro-bure i jeszcze inne. Zamiaucz pięknie swoją kocią
serenadę miłosną, może jak usłyszy, to Cię wpuści.
- Tak mi radzisz?
- Tak! I to leć prędko!
…. i poleciał kotek sromotek z nadzieją wielką i płaczem przerażającym.
A dnia następnego....
- Elizko! Jestem i żyje! Ja żyję! Ja żyję! O jaki jestem szczęśliwy!
- No nie wrzeszcz, przecież widzę, że żyjesz. Och jakie masz piękne futerko!
Teraz, to mogę się z Tobą pokazać na każdym daszku. Wykąpali Cię?
- To się nazywa kąpaniem? To była kolejna próba utopienia mnie w głębokiej
mokrej wodzie. Zanurzyli mnie razem z ogonkiem aż po uszka i jak mnie
mocno trzymał ten starszy Pan człowiek, to jego przekompetentna córeczka
nasmarowała mnie jakimś wstrętnym mazidłem o zapachu niebieskich
migdałków i chciała zedrzeć ze mnie moje piękne futerko.
- Umówmy się – futerko, tak, ale nigdy piękne. Rozumiem jej działania
ratunkowe. Pewnie nalała Ci na grzbiet kociego szamponiku.
Wiem, bo mnie w takim samym kąpią, raz na rok. Ale na Twoje giga
zabrudzenie musiała tak zrobić byś wrócił do swego kociego wyglądu.
To było konieczne!
- Tak sądzisz? A nie chciała mnie utopić?
- Ależ nie! Chciała Cię tylko doprowadzić do przyzwoitego kociego wyglądu.
O Teraz to i mnie się podobasz. Chodź tu wyżej, wdrap się na moją brzózkę.
Tu na tę gałąź.
- O już jestem Elizko. Więc nie wyrzucą mnie z mego ich domu?
- Pewnie nie, ale już do żadnych kubłów nie wskakuj. Czyste kotki zawsze
i wszędzie są lubiane
.
- Tak zrobię, to znaczy tak już nie zrobię. Będę wskakiwał tylko do pustych kubłów.
- Do żadnych kubłów Ty psotny kocie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz