na naszym tarasie i chyba zasnąłem (czego nie byłem pewien). Gdy pewność
potwierdziła się chrapaniem do mego snu wdarł się mój kompan podróży
wirtualnych znany Wam kotek Bajtek. Zamiauczał zagadkowo, przeciągnął
swe kocie futerko ze dwa razy i niezachęcany przeze mnie (ani trochę)
zaczął mi nadawać do ucha, lewego, bo jest od serca a to co ma zamiar
powiedzieć z sercem wydało mu się związane. Zaczął tak:
- Moj Panie człowieku, kilka domów dalej spotkałem kota podobnego do mnie,
ale o rudym zabarwieniu futerka i trochę innej woni mi nieznanej.
Chciałem (moim kulturalnym zwyczajem) ofuknąć tego intruza i wygnać go
z daszku gdzie się spotkaliśmy, ale gdy parokrotnie powąchałem go, to wydał
- Moj Panie człowieku, kilka domów dalej spotkałem kota podobnego do mnie,
ale o rudym zabarwieniu futerka i trochę innej woni mi nieznanej.
Chciałem (moim kulturalnym zwyczajem) ofuknąć tego intruza i wygnać go
z daszku gdzie się spotkaliśmy, ale gdy parokrotnie powąchałem go, to wydał
mi się jakiś dziwny i mocno pachnący czymś nieznanym, ale wielce mnie
intrygującym. Ja tak nie pachnę, moje współlokatorka Satinka (jamniczka)
też tak nie pachnie. Co to tak dziwnie pachnie? Od tego zapachu - bardzo
mnie podniecającego - zaczęło mi się kręcić w mym łebku. Musiałem przytulić
się do rozgrzanego daszku, bo łapki mi się plątały. To rude zaczęło mnie
obchodzić dookoła i stało mi się jeszcze bardziej wirowalnie.
Daszek zawirował koliście i kuliście i gdybym nie był w pozycji leżącej,
to bym upadł na przysłowiowe kocie cztery łapki.
intrygującym. Ja tak nie pachnę, moje współlokatorka Satinka (jamniczka)
też tak nie pachnie. Co to tak dziwnie pachnie? Od tego zapachu - bardzo
mnie podniecającego - zaczęło mi się kręcić w mym łebku. Musiałem przytulić
się do rozgrzanego daszku, bo łapki mi się plątały. To rude zaczęło mnie
obchodzić dookoła i stało mi się jeszcze bardziej wirowalnie.
Daszek zawirował koliście i kuliście i gdybym nie był w pozycji leżącej,
to bym upadł na przysłowiowe kocie cztery łapki.
- No i co zrobiłeś gaduło obmierzły?
- Ja nic, ale ten kotek położył mi się przed moim pyszczkiem i dźgnął mnie
swoimi kocio pięknymi oczami aż mi poszło do trwożliwie pukającego serca.
Chciałem uciekać, ale uciekła mi wszelka siła i wola i ochota i zdolność i ...
ta zaczepność i wszystko i zrobiło mi się takie kocie niebo w trzewiach,
iż było jakby mi ktoś upolowaną myszkę, lub wróbelka dał w prezencie.
Nigdy jeszcze nie miałem takich doznań smakowo nieznanych.
- No i co dalej?
- To kocisko wydało mi się jakieś jakby lepsze ode mnie a przecież ja jestem
najlepszy w naszym domu, na naszym ogrodzie i w ogóle wszędzie.
Zatrzęsło mi się moje kocie futerko i zacząłem trwożliwie miauczeć.
Do mego miauczenia domiauczało się zaraz miauczenie tego dziwnego
obcego kotka. Miauczeliśmy oboje i trwało by to do końca świata, gdyby
naraz nie przyleciał na daszek jakiś szaro-brązowy wróbelek za którym
skoczyliśmy oboje. Ale przez to dziwne współmiauczenie
opuściły nas wszystkie siły i zdolności łowcze. Wróbelek z łatwością
umknął nam sprzed zdziwionych pyszczków.
Doszedłem trochę do siebie i na skraju daszku przy rynnie odzyskałem
Nigdy jeszcze nie miałem takich doznań smakowo nieznanych.
- No i co dalej?
- To kocisko wydało mi się jakieś jakby lepsze ode mnie a przecież ja jestem
najlepszy w naszym domu, na naszym ogrodzie i w ogóle wszędzie.
Zatrzęsło mi się moje kocie futerko i zacząłem trwożliwie miauczeć.
Do mego miauczenia domiauczało się zaraz miauczenie tego dziwnego
obcego kotka. Miauczeliśmy oboje i trwało by to do końca świata, gdyby
naraz nie przyleciał na daszek jakiś szaro-brązowy wróbelek za którym
skoczyliśmy oboje. Ale przez to dziwne współmiauczenie
opuściły nas wszystkie siły i zdolności łowcze. Wróbelek z łatwością
umknął nam sprzed zdziwionych pyszczków.
Doszedłem trochę do siebie i na skraju daszku przy rynnie odzyskałem
trochę odwagi i zapytałem się tego kotka jak się nazywa.
- Powiedział Ci ?
- Tak. Zamiauczał, zamruczał i powiedział, że zwie się E L I Z KA .
Dziwne jakieś imię, prawda? Powiedziałem mu w tonie korekcyjnym, że może
- Powiedział Ci ?
- Tak. Zamiauczał, zamruczał i powiedział, że zwie się E L I Z KA .
Dziwne jakieś imię, prawda? Powiedziałem mu w tonie korekcyjnym, że może
zwie się ELIZEK. A ten mi rzekł, że Elizka i że tak wołają na niego jego
Państwo gospodarze i, że nie jest kocurkiem ale kotką.
Co to jest mój Panie człowieku kotka?
Państwo gospodarze i, że nie jest kocurkiem ale kotką.
Co to jest mój Panie człowieku kotka?
- To jest lepsza połowa kociego rodu (jako i człowieczego) i to jest Pani Kotka
o innej aproksymacji genitalnej wyrażonej prostym znanym Ci Bajtku słowem,
iż jest suczką mogącą rodzić nowe kotki. Rozumiesz co Ci rzekłem?
- Nic nie rozumiem.
- To doskonale, bo nie możesz być mądrzejszy ode mnie.
Prosto mówiąc, to jest kocia Pani, dama, kobiecy odpowiednik do
człowieczego nazewnictwa płciowego. Rozumiesz Bajtku?
- Dalej nic a nic.
- Tak myślałem. I myśląc dalej myślę, iż ta kotka Elizka odmieni na lepsze
Twe kocie wyobrażenie o kocim świecie i Twej w nim pozycji. Zawiąż z tą
Elizką dobrą przyjaźń i ciesz się jej przyjaźnią, bo to się stokrotnie opłaca.
- Tak myslisz mój Panie człowieku?
- Zaiste tak myślę.
- No to Cię posłucham i Ci powiem, iż myślenie może mieć przyszłość mimo
przeczytanej niedawno myśli w zakurzonej księdze, którą niechcący strąciłem
z Twej wysokiej szafy.
- Cóz tam wyczytałes?
- Ano, iż myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, bowiem jeśli myślisz,
że myślisz, to tylko myślisz że myślisz, ale myśleć nigdy nie myślisz.
Rozumiesz coś z tego?
- Nie mój Bajtku.
- To doskonale, bo ja sobie myślę, że może się zakochałem w tym kotku,
w tej kotce Elizce. Tak jest poprawniej. Mogę tak myśleć?
- Tak ale daj mi już spokój. Muszę się obudzić i napalić w kominku,
by moja Pani nie zmarzła tej zimnej wiosny.
Uciekaj z mego snu. I poleciał gdzieś mój Bajtek. Zapewne do Elizki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz