piątek, 11 lipca 2014

Dalsze kocie peregrynacje filozoficzne

- No, śpioszku obudź się, słoneczko już wysoko.

- Miuuuuuaaa....fśśśśss..... Nie budź mnie dobry człowieku.

- Muszę, bo czeka nas ogromna praca. Nasze rozmówki filozoficzne. Pamiętasz?

- Miaauuu.. pamiętam...śśśśś... a na czym skończyliśmy?

- Na tym, że WP jest przyjazny kotkom.

- Acha ….miuuuu. Czy z tej przyjaźni mogę wywieść odrobinę nadziei, że natchnie Cię myślą, byś mi dał jakiś smaczny kąsek i kropelek parę mleczka? Lepiej mi się po tych delicjach myśli.

- Och ty materialisto, nic bezinteresownie.

- Nie ja wymyśliłem materializm, tylko - jeśli pamiętasz coś ze szkoleń partyjnych - taki brodaty Carl.

- Może pamiętam, a może nie pamiętam, a co Ty mądralo o tym wiesz?

- Dużo, bo miałem przodka Kocurka Namurka, który był przyjacielem tego Carla. I on mi w genach przekazał wieść, iż materializm uzasadnia istnienie materii, na przykład w postaci dobrego kawałka suszonej rybki, a z nauk humanistycznych wynika, iż za materializm uważa się pogląd, według którego wszystkie myśli, czucia i mruczenia kotów wynikają z „walki o byt”, której ja już nie praktykuję odkąd znalazłem Cię w lesie i zostałeś moim głównym aprowizatorem.

- Tu muszę sprostować Twe sybaryckie nastawienie do życia. To ja Cię odnalazłem w lesie zielonym i strasznym i zadomowiłem Cię w naszym domu.

- Dobrze rzeczesz człowieku. A wracając do rybki, to dostanę kawałek?

- Masz tu i nie marudź. Wracamy do naszej budującej dyskusji.




- Mniiammm....szszszsz..., jak się uppppp...mń.. mniam... z tą rybką, która - mając być wielkim dowodem na przyjazność WP - jest zbyt małych rozmiarów i wagi. Zapomniałeś o mleczku.

- Już Ci nalewam Ty mały kotku z wielką żarłocznością wrodzoną.

- Nabytą, nabytą, po atrofii mych nawyków łowczych.

Zostawiłem mego mądralę materialistycznego - nie ujmując mu racji - i podszedłem do barku po łyczek pięcioletniego winka porzeczkowego, które zawsze wzmacnia me siły interlokutorskie nadwyrężone w dyskusji z mym przeznaczeniem życiowym. Dobre winko nie jest złe jeśli używane jest jako stymulator myśli 
i nastroju, w proporcji do innych używek dnia codziennego tudzież nocy upojnych. Czyńcie podobnie, wszelako zawsze z umiarem zdrowie duszy i ciała (wprzódy).
Po stosownej chwili odmierzonej odliczoną ilością pucharków i słodkim chrapaniem strudzonego myśleniem Bajtka, wróciliśmy do przerwanej dyskusji. Zaczął on:

- Już mój miły dobry człowieku nie musimy analizować następnego paradygmatu zawartego w mym pytaniu – czy WP ma coś dla mnie, bo dobra rybka z mleczkiem wzmocniła me przekonanie o jego absolutnej słuszności, która nie ma charakteru naukowego, ale empiryczny, zostawiający we mnie smak tej rybki wstępnie już apetycznie nadpsutej. Przejdźmy do mego pytania o woń WP. Czym pachnie?

- No Bajtku, tu mam niejaką trudność w dobraniu adekwatnych określeń jego woni. Jest przecież WP bytem niematerialnym i jako taki ze swej natury nie wydziela żadnej woni tudzież zapachów.

- Dobry człowieku, miauuu, powiedziała mi onegdaj moja przyjaciółka Elizka, iż jak jej się zdarzy taka chwilka na jakimś ciepłym daszku, gdy jestem obok niej i gdy zamknie oczy, to doświadcza cudownych woni kocimiętki wespół z lekko trącącym zapachem dojrzale nadpsutego mięska i upojnych powiewów wiaterku z pobliskiej mordowni masarskiej. Co Ty na to?

- Nie mogę w sposób naukowy ani empiryczny – jak Ty to potrafisz – potwierdzić słuszności jej i Twych odczuć zapachowych. Zostawmy tę kwestię częściowo nierozstrzygniętą, bo boję się torsji, a szkoda mi tego dobrego winka. Co?

- Zgadzam się, miauuuu...szszsz... a jak myślisz, znam go?

- Jeśli kiedyś GO nie znałeś, to teraz po przedyskutowaniu Twych dywagacji uważam, iż poznałeś już w zarysie istotę WP, co również wpisuje się w ostatnie Twe pytanie – kim ON jest. Wiem, że już wiesz. Zgodzisz się ze mną?

- Miauuu, muszę, bo Twoja argumentacja poparta rybką i mleczkiem przekonała mnie. Otwórz mi okno albo drzwi, polecę do mej Elizki podzielić się tymi naszymi rewelacjami naukowej empirii dotykowej. Choć nie wiem czy taka dyscyplina jest już odnotowana w księdze Guinessa?

I poleciał mój wariatogłowy myśliciel do swej bogdanki.
Ja zostałem z niedomówieniem niejakim, ale powrót do tematu tej dyskusji nastąpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz