poniedziałek, 7 lipca 2014

Reaktywacja

Witam Was po bardzo długim czasie. Pewnie myśleliście, że już dla Was nie zamruczę, a może już mnie nie ma na tym świecie. Nic bardziej mylnego. Nadal żyję mam się dobrze, a może nawet lepiej. Wiele się w moim kocim życiu zmieniło. Postaram się Wam powoli o wszystkim tym opowiedzieć. Najważniejszą zmianą w moim życiu była zmiana mojego życiowego miejsca. Moi Państwo zmienili miejsce swojego zamieszkania i  z dużego mieszkania gdzie miałem dużo miejsca do hasania przeprowadzili się do miejsca zwanego blokiem. Nie było tam wielkich przestrzeni, nie mogłem szaleć i brykać. Czułem się tam jak w kocim więzieniu. Za oknem z zimnych śnieżnych zasp zaczęła wyglądać piękna zielona trawa. Bardzo marzyłem o tym by móc po takiej trawce pobiegać, powąchać kwiatki, pogonić za ptaszkami i motylkami. Pani tłumaczyła mi,
że jestem kotkiem domowym i takie wyprawy w miejscu zwanym blokiem są niebezpieczne i niemożliwe. No i z tego wszystkiego zrobił nam się rodzinny impas. Ja byłem nieszczęśliwy w tym małym blokowym domu. Moja Pani była nieszczęśliwa widząc moje kocie cierpienie. Kochałem moich Państwa i wiedziałem, że oni też szczerze mnie kochają, a jednak nasze wspólne życie stanęło pod znakiem zapytania.
Z pomocą przyszli Rodzice mojej Pani. Powiedzieli, że tak dłużej być nie może. My mamy domek przy tym domku jest ogródek gdzie w bezpiecznych warunkach wraz z pieskami będziesz sobie mógł biegać po trawie. No i zabrali mnie ze sobą do swojego, a teraz już i mojego nowego domu.
Trochę na początku tęskniłem za moimi właścicielami, ale przekonałem się, że wcale mnie nie opuścili. Bardzo często mnie odwiedzają i zawsze mają jakąś pyszną saszetkę i mnóstwo pieszczot dla mnie.
Mój nowy dom jest o wiele większy i ma to coś fajnego co zwie się ogródkiem. Tym oto sposobem z kota domowego stałem się tak zwanym kotem wychodzącym.
Powoli zacząłem się też oddalać od domu i naszego ogródka poznając okolice. Zawsze jednak wracam na noc do domu do ciepłego spanka i pełnej miseczki.
O tym jak poznawałem okolicę, moich nowych właścicieli i nowych przyjaciół postaram Wam się opowiedzieć w kolejnych postach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz