Bardzo lubię moją Panią i lubię jej towarzyszyć we wszystkich zajęciach. Rano gdy wstajemy razem szykujemy poranna kawę dla Pani i mleczko dla mnie. Towarzyszę jej nawet w łazience (choć wstyd się do tego przyznać, ale znacie moją słabość do wody). Potem robimy śniadanko - dla mnie kocie chrupki, a dla Pani płatki z jogurtem. Po śniadanku Pani zabiera się do pracy. Prawda jest taka, że niewiele rozumiem z tej całej pracy mojej Pani, ale się bardzo staram. Wiem, że trzeba coś robić w "skrzynce od interneta" dlatego bacznie śledzę co się tam dzieje.
Trzeba też czytać i segregować różne papiery. Czytać jeszcze nie potrafię, za to w segregowaniu jestem dobry.
Czasami Pani musi coś zapisywać w wielkiej książce. W tym też chciałem jej pomóc, ale jeszcze nie bardzo radzę sobie z długopisem. Pisanie łapką na klawiaturze jest zdecydowanie łatwiejsze.
Potem wszystkie papiery trzeba zapakować do torby aktówki i Pani, albo Dziadek zabierają tą torbę do miejsca zwanego urzędem. Chciałem kiedyś zobaczyć to miejsce i wybrać się tam z Panią. Niestety nie udało mi się zmieścić do tej aktówki.
Simonka tylko z pobłażaniem przygląda się tym moim wysiłkom pracowym leżąc w swoim spanku i mówi, że chyba chcę zostać biurowcem - hymm...a może to się mówi urzędowcem (urzędnikiem?). Niech się to nazywa jak chce. Ja mam tylko nadzieję, że moja Pani docenia moją pomoc.




Haha lepszy Biurowiec niż Dachowiec :D
OdpowiedzUsuń