wtorek, 13 listopada 2012

Schodzę na psy

Stare porzekadło mówi, że z kim przestajesz takim się stajesz. No i chyba tak faktycznie jest. Im dłużej mieszkam w moim nowym domu i im dłużej przebywam z Simonką tym częściej udzielają mi się różne psie zachowania. Nasza Pani bardzo o nas dba, żeby nam nic nie zabrakło. Dba o nasze jak mówi "zbilansowane pożywienie" czyli o zapełnianie naszych miseczek. "Zasady żywienia kota i psa są różne dlatego pies powinien dostać inne jedzenie, a kot zupełnie inne" - tłumaczyła kiedyś naszemu Panu. Może i tak jest, ale my z Simonką wiemy swoje. Jak tylko Pani naszykuje w kociej misce "kocie" jedzenie, a w psiej misce "psie" i postawi w kuchni nasze miseczki to oboje z Simonką szybko biegniemy jeść. Ja - z psiej miski, Simonka - z kociej. "No i co ja z Wami mam" - mówi Pani. "Gdzie zasady zdrowego odżywania zwierzaków?"- powtarza załamując ręce. A my tam wiemy swoje. W misce "konkurencji" z pewnością jest lepsze jedzonko niż w mojej. Może to przez to jedzenie psiego żarcia coraz częściej łapię się na różnych psich zachowaniach. Jak już mówiłem nauczyłem się od Simonki wskakiwania na parapet i pilnowania domu przez okno. Simonka nauczyła mnie także jak się "bierze na litość" naszych Państwa kiedy mają coś dobrego do jedzenia. Trzeba wtedy przytulić się do człowieka, położyć mu łapkę na udzie, albo ręce i do tego należy zrobić "strasznie smutną minkę zagłodzonego kotka (pieska) z Etiopii". Żadne człowiecze serce tego nie wytrzyma i zawsze chociaż mały kąsek wpadnie w nasze pyszczki. Jak smakuje psie jedzonko już wiem. Dziś postanowiłem sprawdzić czy Simonka ma wygodniejsze spanko od mojego.
Po wypróbowaniu jednak stwierdziłem, że moje spanko jest o wiele przytulniejsze, a w tym dużym psim można się zgubić. Kolejną rzeczą, którą przejąłem od Simonki jest kulturalny zwyczaj witania gości w naszym domu. Oznacza to, że jak tylko ktoś zadzwoni do naszych drzwi, to oboje z Simką pędzimy do drzwi żeby zobaczyć kto do nas zawitał i powiedzieć "Cześć (hau-miau)", a przy okazji dostać kilka miłych głaskańców. Pan powiedział, że "schodzę na psy z tym swoim zachowanie". A Pani dodała że "jeszcze trochę ,a wejdę temu psu na głowę". Hymm...całkiem fajny pomysł z tym wchodzeniem mi Pani podsunęła. No to zebrałem się na odwagę i spróbowałem. Udało mi się! Sami zobaczcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz