środa, 30 lipca 2014

Kocie smutki

- Eliska! Eliska! Jesteś tu?

- Jestem wariacie. Znów wrzeszczysz jakby Cię ze skóry obdzierali.
  Czego chcesz?

- Jest jakaś dziwna sprawa nawet może afera. Moje państwo człowieki
  napisali jakiś protest polityczny ale ja nie potrafię jeszcze czytać ich znaków
  i nic z tego nie rozumie. Umiesz czytać ich znaki?

- Trochę potrafię umieć. Moi państwo kiedyś uczyli swoje dziecko i ja ich
   z boku podpatrywałam. Masz te ich znaczki?

- Mam tu pod pachą, skradłem z kredensu. Zobacz sama.

- O to jest papierowy papier, nic nie pachnie. Chodź tu za szopkę nikt nas
   nie zobaczy. O, o  rozwiń to. Tu coś jest napisane ich dziwnymi
   niepachnącymi znakami.

- My – Elizko – mamy lepszy sposób przekazywania wiadomości.
  Pięknie sikamy w odpowiednie miejsca i wszyscy wiedza o co chodzi.

- Tak, ale to tylko wiedzą inne koty i te głupie psy.

-Co znaczą te ich znaki?

- Poczytam Ci kochany Bajtku. Pisze tu tak:



Skarga obywatelska.
My mieszkańcy ulicy miejskiej przechowujemy w swoich domach legalnie nielegalne
pieski i kotki i je karmimy i je kochamy i z nimi gadamy i w ogóle nasze życie z nimi
dzielimy i jesteśmy z nimi szczęśliwi, ale ostatnio czujemy się zagrożeni ich
ekspansywnymi zachowaniami, które poniżej suplikujemy dla jasności sprawy:
* zagarniają nasze terytoria wolności obywatelskich,
* robią sobie legowiska w miejscach abstrakcyjnie niedorzecznych,
* wprowadzają inny rozkład zajęć niekompatybilny z naszymi odwiecznymi
zwyczajami, np. nie sypiają w tradycyjnym nocnym czasie, ale w godzinach
południowych, nie przestrzegają ustalonych pór posiłków, nie chcą jeść wymyślonych
dla nich w UE pokarmów.
My się z takim podejściem do życia nie zgadzamy i wnosimy niniejszą skargę
do Europejskiego Trybunału Ochrony Ludzi w Brukseli.
Prosimy o niezwłoczne zainteresowanie się naszą sprawą puki te wyżej
wymienione stworzenia nie zaanektują naszych siedzib domowo-rekreacyjnych
z wielką krzywdą dla naszej rasy - HOMO SAPIENS.
Ostatnie wyczyny naszego kochanego kotka- o kompatybilnym z gadżetami
świata informatyczno-komputerowego imieniu – Bajtek , wprowadziły nas w stan
ostatecznej determinacji egzystencjonalnej gdy zawładnął klawiaturą naszego
rodzinnego komputera najnowszej generacji i wyczyniał na niej diaboliczne
figury choreograficzne z melodyjnym miauczeniem w rytmie muzyki disco.
Jeśli stan rzeczy się nie zmieni nie będziemy mogli opuścić pomieszczenia
gospodarczego zwanego w terminologii gospodarczej - chlewikiem i wrócić do
naszych domowych pieleszy.
Prosimy o niezwłoczne przydzielenie nam ochrony wyspecjalizowanych grup
pro-terrorystycznych i zajęcie się naszym nieludzkim położeniem nawet za cenę
wybrania na stanowisko Prezesa niejakiego miauczka politykierskiego Alika.
Powyższe aplikujemy naszymi oryginalnymi ludzkimi zapachami spod pach.

- Rozumiesz coś z tego Elizko?

- Niewiele, albo nawet wszystko, ale uważam, że nasz byt  jest zapewniony. 
 Właśnie przypomniałam sobie, że moi państwo człowiekowie zostawili mi 
  na kredensie obfite resztki ryby i lecę szybko je posmakować. A godzina
  też już późna i czas na moją drzemkę.

- Ja też polecę do mojego domu, bo mam tam odłożone plasterki 
 salami,które mogą być zagrożone przez takie dwa głupie pieski 
 o imieniach: Satinka i Simonka. Lecę Elizko, do zobaczenia!

I polecieli do człowieków swoich!



niedziela, 20 lipca 2014

Sądny dzień u moich Państwa

- Elizko zejdź z tego płota, bo muszę Ci opowiedzieć straszną historię.

- Och Bajtku, czy Ty nie znasz miłych historyjek? Stale tylko straszne mi opowiadasz aż tracę apatyt na świeże myszki. Opowiadaj coś radosnego.

- Radość szaloną mieli wczoraj moi Państwo człowiekowie. Naspraszali do mego domu (może ten dom jest też częściowo ich?) różnych obco pachnących człowieków. Na stołach wyłożyli dużo jedzonka człowieczego (nic dla kotków!) o wstrętnym zapachu słodkich kremów maślanych.
Jak dwa razy wlazłem na stół, żeby to świństwo bliżej powąchać, to strasznie mi się we łebku kręciło i może bym nawet i umarł, gdyby mnie mój starszy Pan człowiek nie zrzucił trzy razy na podłogę.

- Coś kręcisz. Dwa razy wlazłeś a trzy razy Cię zrzucił. To mi nie pasuje.

- Pasuje, pasuje, bo trzeci raz nie wlazłem, tylko mnie na kolana wzięła taka
jedna młoda Pani i zaczęła do mnie bardzo miło mówić i uśmiechać się.

- Może ją podrywałeś?

- Miałem wpierw do niej niejaki wstręt, bo bardzo mi śmierdziała jakimiś kwiatkami.

- O! Ja też tych zapachów nie lubię!

- Porządnie ją obwąchałem i nagle poczułem od niej cudowny zapach innego 
kotka. Poanalizowałem ten zapach i wiesz do czego doszedłem?

- No jestem ciekawa, bo wiem iż masz wielkie zdolności aromatoidalne. 
Coś wyczuł?

- Że ma czarnego kotka o lśniącej sierści i ostrych pazurkach. Miała cudnie
podrapaną spódniczkę.

- A dowąchałeś się imienia tego kotka?

- No nie, ale mi o nim opowiadała. Nazywa się on Ozzi. Moja młodsza Pani 
zbliżyła się do nas i zaczęła podsłuchiwać naszą rozmówkę. Za chwilę 
doszedł do nas mój starszy Pan człowiek i też podsłuchiwał. Koniec 
z nastrojem intymności.

- Co Ci mówiła? Powiedziała, że mam trochę zaniedbane futerko i doradziła 
moim człowiekom by mi dwa razy w tygodniu dali do zjedzenia te,
... no jak to nazwała? O! Jajko! Ty wiesz Elizko co to jest jajko?

- Pewnie że wiem. To jest taka twarda piłeczka a jak się stłucze, to jest 
miękka i bardzo dobra.

- A skąd człowieki mają takie piłeczki?

- To jest- zdaje mi się- kurza sprawa. Moje człowieki mają w tym budynku,
na którego dachu siadamy kury i one skądś mają te jajka. Jeszcze nie 
wyśledziłam skąd, ale one są bardzo smaczne.

- Te kury?

- Nie, te ich jajka. Ja też do miseczki dostaję te jajka.

- A jak one wyglądają i jak smakują?

- One najpierw wyglądają ładnie, okrągłe, białe lub żółte, ale potem jak moja
Pani człowiekowa je rozwali, to ze środka wylatuje mokre białe i żółte i dają mi
to do mej miseczki i to jest dobre albo nawet bardzo dobre, albo jeszcze lepsze.

- I Ty to zjadasz?

- Pewnie. Ale co Ci jeszcze opowiadała to młoda Pani o swoim kotku Ozzim?

- Że go bardzo kocha i mówiła, że człowieki, które kochają kotki, to są same
dobre człowieki.

- Phi! To i ja wiem. Opowiadała mi o tym dawno moja Mama i mówiła 
jeszcze, że kotki jak polubią swoich człowieków, to też stają się bardziej dobre.

- Wiem, bo ja taki jestem. Jeszcze Ci powiem – Elizko- taki wierszyk, którego
mnie i moich człowieków nauczyła ta nieznajoma miła młoda Pani. Posłuchaj:

W pokoiku na stoliku,
Stało mleczko i jajeczko.
Przyszedł kotek wypił mleczko,
A ogonkiem stłukł jajeczko.
Przyszła Mama kotka zbiła,
A skorupki wyrzuciła.
Jaki morał jest z tej bajki:

Że nie wszystkie kotki...

- Ja dokończę , ja!
.... lubią jajki!

- O właśnie tak powiedziała ta pachnąca kotkiem Pani.
- Ale potem w pokoju mych człowieków zrobił się ogromny hałas.
Uciekłem za drzwi i usłyszałem jak wszyscy goście zaśpiewali strasznymi 
głosami taką znaną piosenkę o stu latach, których ma dożyć mój starszy 
Pan człowiek.

- A co potem było dalej w Waszym/Twoim domu?

- Tego już nie wiem, bo ta miła Pani mnie tak wygniotła, że uciekłem na
pięterko do mego pokoiku pospać i pomarzyć o jajeczku.


czwartek, 17 lipca 2014

Szukam domu!

- Elizko! Elizko! Jesteś tu gdzieś? Elizko!

- Jestem tu na płocie. Ktoś Ty jest?

- No nie poznajesz mnie? Twój wymarzony Bajtek spod piętnastki.

- Nie znam Cię. Ktoś Ty wstręciuchu?

-No ja Bajtek z Twoich snów.

- Głos podobny, ale kolor inny. Jakiś taki szaro-buro-siwo-czarno-popielaty.
Takiego kotka nie znam. Podejdź tu bliżej pod ten płot.

- No przypatrz się. To przecież ja, we własnym futerku.

- Hm? Ty? Kupiłeś sobie nowe futerko? Kolor okropnie przerażający.
Nie poznaję Cię.

- To naprawdę ja. Może trochę się przybrudziłem.

- Trochę? Chodź bliżej, to Cię obwącham. Hhhmm,si, si, fff.. Może i Ty.
Czemuś taki brudny?

- No, bo mój Pan człowiek wystawił na ulicę kubeł śmieci a ja tam schowałem
sobie moją nową piłeczkę gumową i musiałem bohatersko zanurkować do
tego kubła i wtenczas przyjechali ci śmieciarze i wywrócili ten kubeł do góry
dnem. Ledwie uszedłem śmierci. Pobiegłem pod drzwi mych człowieków i
głośno zacząłem miauczeć w boleściwej tonacji.

- I Cię zaraz wpuścili?

- Nie!  Maja kochana Pani człowiekowa, spojrzała na mnie i wygoniła mnie
precz. Nie rozumiem jej. Czemu mnie wygnała. Przecież zawsze mnie
przytulała, pieściła, głaskała, przemawiała słodkimi słówkami, a teraz stałem
się bezdomnym kotkiem. Uuuuu! Gdzie ja znajdę taki sam dobry dom?
Uuuu! Ja nieszczęśliwy. Mogę u Ciebie Elizko zamieszkać?

- W takim stanie wybrudzenia absolutnie nie możesz. Idź jeszcze raz , bo ja
sobie tak myślę, że Twoja pani człowiekowa Cię po prostu nie poznała.
Zawsze miała fajnego czarno-białego kotka, a tu naraz za drzwiami stanęło
jakieś straszydło szaro-bure i jeszcze inne. Zamiaucz pięknie swoją kocią
serenadę miłosną, może jak usłyszy, to Cię wpuści.

- Tak mi radzisz?

- Tak! I to leć prędko!

        …. i poleciał kotek sromotek z nadzieją wielką i płaczem przerażającym.


                        A dnia następnego....
- Elizko! Jestem i żyje! Ja żyję! Ja żyję! O jaki jestem szczęśliwy!

- No nie wrzeszcz, przecież widzę, że żyjesz. Och jakie masz piękne futerko!
Teraz, to mogę się z Tobą pokazać na każdym daszku. Wykąpali Cię?

- To się nazywa kąpaniem? To była kolejna próba utopienia mnie w głębokiej
mokrej wodzie. Zanurzyli mnie razem z ogonkiem aż po uszka i jak mnie
mocno trzymał ten starszy Pan człowiek, to jego przekompetentna córeczka
nasmarowała mnie jakimś wstrętnym mazidłem o zapachu niebieskich
migdałków i chciała zedrzeć ze mnie moje piękne futerko.

- Umówmy się – futerko, tak, ale nigdy piękne. Rozumiem jej działania
ratunkowe. Pewnie nalała Ci na grzbiet kociego szamponiku.
Wiem, bo mnie w takim samym kąpią, raz na rok. Ale na Twoje giga
zabrudzenie musiała tak zrobić byś wrócił do swego kociego wyglądu.
To było konieczne!

- Tak sądzisz? A nie chciała mnie utopić?

- Ależ nie! Chciała Cię tylko doprowadzić do przyzwoitego kociego wyglądu.
O Teraz to i mnie się podobasz. Chodź tu wyżej, wdrap się na moją brzózkę.
Tu na tę gałąź.

- O już jestem Elizko. Więc nie wyrzucą mnie z mego ich domu?

- Pewnie nie, ale już do żadnych kubłów nie wskakuj. Czyste kotki zawsze
i wszędzie są lubiane
.
- Tak zrobię, to znaczy tak już nie zrobię. Będę wskakiwał tylko do pustych kubłów.

- Do żadnych kubłów Ty psotny kocie!

wtorek, 15 lipca 2014

Prawa miłości

 Chodź no tu mój łobuzialu. Gdzie to byłeś i czemu jesteś taki zadyszany?

- Mój Panie człowieku, spełniałem dziewięć trudnych kocich nakazań miłości.

- A cóż to takiego jest?

- To są mądre prawidła spełniania kociej miłości.

- Jak one brzmią?

- Hm. Wiedziałem, że mnie o nie spytasz. Mam je tu zapisane na skórce z kiełbaski. Posłuchaj...
1. Zawsze przynoś swemu kotkowi upolowaną myszkę lub ptaszka
2. Zawsze przynoś swemu kotkowi najsmaczniejsze kawałki kiti-ket
3. Zawsze przyznawaj swemu kotkowi rację we wszystkich kocich sprawach
4. Nie odwiedzaj  cudzych kotków
5. Na daszku wygrzewaj się tylko ze mną
6. Nie patrz przenigdy na innego kotka
7. Nie wolno Ci na mnie syczeć i parskać
8. Przeganiaj inne koty z mego podwórka
9 . Te przykazania będą obowiązywać  zawsze i stale niezależnie od miesiąca.
Takie to są najważniejsze w kocim świecie nakazania.

- Bajtku, jak znam Twoją kłamliwą naturę, to wydaje mi się, że je trochę
ponaginałeś do swych wyobrażeń.

- No nie mój Panie, powiedziałem je zgodnie z całą prawdą!

- Twoją prawdą. Chyba zgodną z myślą kociego filozofa spod Mysiej Wieży,
który rzekł, iż prawda jest jak d***, każdy ma swoją.
Ale nie brnijmy w Twoje kłamstwa i porozmawiajmy o ważnej sprawie,
którą mimowolnie tknąłeś swym kłamliwym miauczeniem. O miłości.
Czy ty nas kochasz?



- Hm? Rozumując według kociej aproksymacji empiryzmu stosowanego
 jestem pewien,że mnie kochacie mój Panie człowieku.

- Ale ja Cię pytałem, czy Ty nas kochasz. Znowu słyszałeś to co chciałeś
słyszeć. O przewrotna naturo!

- Dobrze już, nie odwracaj kota ogonem. Kocham Was i to bardzo mocno.
 A Wy mnie też kochacie? Prawda, prawda, prawda MIAU!

- Tak kochamy Cię mimo Twych kłamstw i psotnictwa przeogromnego.

- A powiedz jaka jest ta Wasza miłość do nas,....hm.... i możesz w to włączyć
  miłość do piesków,  bo ta mała ruda podsłuchuje nas.


- Jesteście dla nas – jak zapisano w mądrych księgach- braćmi mniejszymi.
 Tak postanowił Wielki Programator, o którym Ci już opowiadałem Bajtku.
 Zostaliście stworzeni – jako i my- dla obopólnego dobra.
Z tym, iż Wy jesteście lepsi od nas, bowiem nie słyszano jeszcze aby ktoś
z Waszej wielkiej rodziny – Fauny - emanował uczuciami fałszu, nienawiści,
zawiści, kłamliwości i wielu podobnych cech z dna moralnej degrengolady.
I mówię to z cała – na jaką mnie stać – szczerością. Jesteście lepsi od ludzi.

- Wiem o tym. I przytoczę tu słowa naszego mędrca o imieniu Immanuel Kot -
dla niepoznaki odzianego w człowieczą skórę  - który powiedział :
"Der gestirnte Himmel uber mir und das moralische Gesetz in mir".
A to w naszym języku polskim tłumaczymy:
"Niebo gwiaździste nade mną a prawo moralne we mnie".

- Oj ale mam mądrego kotka!  I myślę, że człowiek, który to rozumie,
nie skrzywdzi nigdy żadnego pieska,...

- … i kotka też nie, mój Panie człowieku.

- I kotka oczywiście też nie .

- I tak sobie jeszcze myślę, że człowiek, który kocha zwierzątka jest bliżej
tych gwiazd na niebie. Co? Mam rację?

- Tak masz mój Bajtku i zakończmy na teraz i dziś te rozmowy, bo ,...

-.... bo czas otworzyć mi saszetkę z kiti-ket .

- O właśnie czas.

niedziela, 13 lipca 2014

Elizka

Pewnego wiosennego popołudnia znużony jakąś tam pracą zdrzemnąłem się
na naszym tarasie i chyba zasnąłem (czego nie byłem pewien). Gdy pewność
potwierdziła się chrapaniem do mego snu wdarł się mój kompan podróży
wirtualnych znany Wam kotek Bajtek. Zamiauczał zagadkowo, przeciągnął
swe kocie futerko ze dwa razy i niezachęcany przeze mnie (ani trochę)
zaczął mi nadawać do ucha, lewego, bo jest od serca a to co ma zamiar 
powiedzieć z sercem wydało mu się związane. Zaczął tak:

- Moj Panie człowieku, kilka domów dalej spotkałem kota podobnego do mnie,
ale o rudym zabarwieniu futerka i trochę innej woni mi nieznanej.
Chciałem (moim kulturalnym zwyczajem) ofuknąć tego intruza i wygnać go
z daszku gdzie się spotkaliśmy, ale gdy parokrotnie powąchałem go, to wydał
mi się jakiś dziwny i mocno pachnący czymś nieznanym, ale wielce mnie
intrygującym. Ja tak nie pachnę, moje współlokatorka Satinka (jamniczka)
też tak nie pachnie. Co to tak dziwnie pachnie? Od tego zapachu - bardzo
mnie podniecającego - zaczęło mi się kręcić w mym łebku. Musiałem przytulić
się do rozgrzanego daszku, bo łapki mi się plątały. To rude zaczęło mnie
obchodzić dookoła i stało mi się jeszcze bardziej wirowalnie.
Daszek zawirował koliście i kuliście i gdybym nie był w pozycji leżącej,
to bym upadł na przysłowiowe kocie cztery łapki.

- No i co zrobiłeś gaduło obmierzły?

- Ja nic, ale ten kotek położył mi się przed moim pyszczkiem i dźgnął mnie
swoimi kocio pięknymi oczami aż mi poszło do trwożliwie pukającego serca.
Chciałem uciekać, ale uciekła mi wszelka siła i wola i ochota i zdolność i ...
ta zaczepność i wszystko i zrobiło mi się takie kocie niebo w trzewiach, 
iż było jakby mi ktoś upolowaną myszkę, lub wróbelka dał w prezencie.
Nigdy jeszcze nie miałem takich doznań smakowo nieznanych.




- No i co dalej?

- To kocisko wydało mi się jakieś jakby lepsze ode mnie a przecież ja jestem
najlepszy w naszym domu, na naszym ogrodzie i w ogóle wszędzie.
Zatrzęsło mi się moje kocie futerko i zacząłem trwożliwie miauczeć.
Do mego miauczenia domiauczało się zaraz miauczenie tego dziwnego
obcego kotka. Miauczeliśmy oboje i trwało by to do końca świata, gdyby
naraz nie przyleciał na daszek jakiś szaro-brązowy wróbelek za którym
skoczyliśmy oboje. Ale przez to dziwne współmiauczenie
opuściły nas wszystkie siły i zdolności łowcze. Wróbelek z łatwością
umknął nam sprzed zdziwionych pyszczków.
Doszedłem trochę do siebie i na skraju daszku przy rynnie odzyskałem 
trochę odwagi i zapytałem się tego kotka jak się nazywa.

- Powiedział Ci ?

- Tak. Zamiauczał, zamruczał i powiedział, że zwie się E L I Z KA .
Dziwne jakieś imię, prawda? Powiedziałem mu w tonie korekcyjnym, że może
zwie się ELIZEK. A ten mi rzekł, że Elizka i że tak wołają na niego jego
Państwo gospodarze i, że nie jest kocurkiem ale kotką.
Co to jest mój Panie człowieku kotka?

- To jest lepsza połowa kociego rodu (jako i człowieczego) i to jest Pani Kotka
o innej aproksymacji genitalnej wyrażonej prostym znanym Ci Bajtku słowem,
iż jest suczką mogącą rodzić nowe kotki. Rozumiesz co Ci rzekłem?

- Nic nie rozumiem.

- To doskonale, bo nie możesz być mądrzejszy ode mnie.
Prosto mówiąc, to jest kocia Pani, dama, kobiecy odpowiednik do
człowieczego nazewnictwa płciowego. Rozumiesz Bajtku?

- Dalej nic a nic.

- Tak myślałem. I myśląc dalej myślę, iż ta kotka Elizka odmieni na lepsze
Twe kocie wyobrażenie o kocim świecie i Twej w nim pozycji. Zawiąż z tą
Elizką dobrą przyjaźń i ciesz się jej przyjaźnią, bo to się stokrotnie opłaca.

- Tak myslisz mój Panie człowieku?

- Zaiste tak myślę.

- No to Cię posłucham i Ci powiem, iż myślenie może mieć przyszłość mimo
przeczytanej niedawno myśli w zakurzonej księdze, którą niechcący strąciłem
z Twej wysokiej szafy.

- Cóz tam wyczytałes?

- Ano, iż myślenie o myśli jest bezmyślnym myśleniem, bowiem jeśli myślisz,
że myślisz, to tylko myślisz że myślisz, ale myśleć nigdy nie myślisz.
Rozumiesz coś z tego?

- Nie mój Bajtku.

- To doskonale, bo ja sobie myślę, że może się zakochałem w tym kotku,
w tej kotce Elizce. Tak jest poprawniej. Mogę tak myśleć?

- Tak ale daj mi już spokój. Muszę się obudzić i napalić w kominku,
 by moja Pani nie zmarzła tej zimnej wiosny.


Idź już do swej Elizki a mnie nie męcz swoimi kcimi problemami.
Uciekaj z mego snu. I poleciał gdzieś mój Bajtek. Zapewne do Elizki.

piątek, 11 lipca 2014

Dalsze kocie peregrynacje filozoficzne

- No, śpioszku obudź się, słoneczko już wysoko.

- Miuuuuuaaa....fśśśśss..... Nie budź mnie dobry człowieku.

- Muszę, bo czeka nas ogromna praca. Nasze rozmówki filozoficzne. Pamiętasz?

- Miaauuu.. pamiętam...śśśśś... a na czym skończyliśmy?

- Na tym, że WP jest przyjazny kotkom.

- Acha ….miuuuu. Czy z tej przyjaźni mogę wywieść odrobinę nadziei, że natchnie Cię myślą, byś mi dał jakiś smaczny kąsek i kropelek parę mleczka? Lepiej mi się po tych delicjach myśli.

- Och ty materialisto, nic bezinteresownie.

- Nie ja wymyśliłem materializm, tylko - jeśli pamiętasz coś ze szkoleń partyjnych - taki brodaty Carl.

- Może pamiętam, a może nie pamiętam, a co Ty mądralo o tym wiesz?

- Dużo, bo miałem przodka Kocurka Namurka, który był przyjacielem tego Carla. I on mi w genach przekazał wieść, iż materializm uzasadnia istnienie materii, na przykład w postaci dobrego kawałka suszonej rybki, a z nauk humanistycznych wynika, iż za materializm uważa się pogląd, według którego wszystkie myśli, czucia i mruczenia kotów wynikają z „walki o byt”, której ja już nie praktykuję odkąd znalazłem Cię w lesie i zostałeś moim głównym aprowizatorem.

- Tu muszę sprostować Twe sybaryckie nastawienie do życia. To ja Cię odnalazłem w lesie zielonym i strasznym i zadomowiłem Cię w naszym domu.

- Dobrze rzeczesz człowieku. A wracając do rybki, to dostanę kawałek?

- Masz tu i nie marudź. Wracamy do naszej budującej dyskusji.




- Mniiammm....szszszsz..., jak się uppppp...mń.. mniam... z tą rybką, która - mając być wielkim dowodem na przyjazność WP - jest zbyt małych rozmiarów i wagi. Zapomniałeś o mleczku.

- Już Ci nalewam Ty mały kotku z wielką żarłocznością wrodzoną.

- Nabytą, nabytą, po atrofii mych nawyków łowczych.

Zostawiłem mego mądralę materialistycznego - nie ujmując mu racji - i podszedłem do barku po łyczek pięcioletniego winka porzeczkowego, które zawsze wzmacnia me siły interlokutorskie nadwyrężone w dyskusji z mym przeznaczeniem życiowym. Dobre winko nie jest złe jeśli używane jest jako stymulator myśli 
i nastroju, w proporcji do innych używek dnia codziennego tudzież nocy upojnych. Czyńcie podobnie, wszelako zawsze z umiarem zdrowie duszy i ciała (wprzódy).
Po stosownej chwili odmierzonej odliczoną ilością pucharków i słodkim chrapaniem strudzonego myśleniem Bajtka, wróciliśmy do przerwanej dyskusji. Zaczął on:

- Już mój miły dobry człowieku nie musimy analizować następnego paradygmatu zawartego w mym pytaniu – czy WP ma coś dla mnie, bo dobra rybka z mleczkiem wzmocniła me przekonanie o jego absolutnej słuszności, która nie ma charakteru naukowego, ale empiryczny, zostawiający we mnie smak tej rybki wstępnie już apetycznie nadpsutej. Przejdźmy do mego pytania o woń WP. Czym pachnie?

- No Bajtku, tu mam niejaką trudność w dobraniu adekwatnych określeń jego woni. Jest przecież WP bytem niematerialnym i jako taki ze swej natury nie wydziela żadnej woni tudzież zapachów.

- Dobry człowieku, miauuu, powiedziała mi onegdaj moja przyjaciółka Elizka, iż jak jej się zdarzy taka chwilka na jakimś ciepłym daszku, gdy jestem obok niej i gdy zamknie oczy, to doświadcza cudownych woni kocimiętki wespół z lekko trącącym zapachem dojrzale nadpsutego mięska i upojnych powiewów wiaterku z pobliskiej mordowni masarskiej. Co Ty na to?

- Nie mogę w sposób naukowy ani empiryczny – jak Ty to potrafisz – potwierdzić słuszności jej i Twych odczuć zapachowych. Zostawmy tę kwestię częściowo nierozstrzygniętą, bo boję się torsji, a szkoda mi tego dobrego winka. Co?

- Zgadzam się, miauuuu...szszsz... a jak myślisz, znam go?

- Jeśli kiedyś GO nie znałeś, to teraz po przedyskutowaniu Twych dywagacji uważam, iż poznałeś już w zarysie istotę WP, co również wpisuje się w ostatnie Twe pytanie – kim ON jest. Wiem, że już wiesz. Zgodzisz się ze mną?

- Miauuu, muszę, bo Twoja argumentacja poparta rybką i mleczkiem przekonała mnie. Otwórz mi okno albo drzwi, polecę do mej Elizki podzielić się tymi naszymi rewelacjami naukowej empirii dotykowej. Choć nie wiem czy taka dyscyplina jest już odnotowana w księdze Guinessa?

I poleciał mój wariatogłowy myśliciel do swej bogdanki.
Ja zostałem z niedomówieniem niejakim, ale powrót do tematu tej dyskusji nastąpi.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozmowa filozoficzna

  Chodź no tu mój Bajtku, musimy poważnie porozmawiać.
- Miau! Czego chcesz mój Panie człowieku? Tak mi się słodko śpi.

- Musimy poważnie porozmawiać, skoro los skazał nas na wspólne życie.


- Kto to jest ten Los? Znam go? Jak on pachnie? Ma coś dla mnie? Jest przyjazny kotkom? Gdzie mieszka? Za co nas skazał?

- Tyle pytań naraz. Powoli, całe długie życie przed nami. Zacznę od końca. Za co nas skazał ? Hm? Myślę, iż za moją słabą zdolność niewspółczucia dla małych istotek, które przez Wielkiego Programatora zostały umieszczone na tej samej planecie Ziemi. Rozumiesz?

- Miau! Jeszcze nie, ale mów dalej.

- Nie wiem dlaczego WP (Wielki Programator) tak uczynił, ale czuję, iż to ma jakiś głębszy sens. Przyszłość nam to zweryfikuje.

- Miauuu! Gdzie ten WP mieszka? Byłeś tam? Mogę się tam wdrapać?

- Myślę, że mieszka w przestrzeni pozaziemskiej albo nawet pozakosmicznej. Więc dla Twych pazurków za wysoko, za daleko i poza naszymi zdolnościami imaginacji kocio-człowieczej.

- Miaaauu! Dlaczego tak skomplikowanie się ukrył przed nami?

- Nie wiem.

- A ja wiem! Miauuu. Chciał być tam, gdzie wy człowieki i my koty nawet najnatarczywszą myślą nie trafimy.

- Hm? W tym może być jakiś ukryty sens. Dał nam możność abstrakcyjnego myślenia w atrakcyjnej przestrzeni bytów ziemskich i pozaziemskich. Rozumiesz?

- Miauu! Nie. A Ty?

- Też nie. I w tym jesteśmy logicznie zgodni. Co mamy dalej?

- Czy jest przyjazny kotkom?

- Tego jestem bardzo pewien. Jest bardzo przyjazny!

- I to jest pełnia szczęścia kociego. Miaaaauuuuuuu! Mrrrr! Uuuuuuu!

- I zasnął mój puszysty partner budujących dywagacji myślowych.